Jan Rylke Wyprawa na weneckie biennale
Na weneckie biennale 2009 pojechaliśmy dużą ekipą zorganizowaną przez Pawła Łubowskiego z Poznania - autobus i kilka samolotów. Mieszkaliśmy trochę dalej, plażowo na Cavallino, gdzie można było popijać młode musujące wino leżąc na leżakach. Na Biennale spoglądaliśmy z pewnym dystansem. Po pierwsze nie było żadnego offu - nawet marginalnego, które zauważało się na wcześniejszych biennale. Sztuka absolutnie oficjalna. Nie ma też odbiorców offu. To już nie są czasy Grand Tour. Wenecję odwiedzają przedstawiciele dolnych warstw klasy średniej z całego świata. Od Japonii po Burkina Faso. Na wyizolowanej wyspie San Giorgio Maggiore, na której poza  kościołem Palladia z pierwszą przedbarokową fasadą złożoną z dwóch spiętrzonych elewacji greckich świątyń nie ma nawet cienia, czyli na marginesie spotkałem tylko grupę starszych niemieckich akwarelistów, których nie można nazwać offowymi. Ja robiłem jak zawsze szkice, ale byłem w Wenecji ostatnim dinozaurem i nawet ci akwareliści patrzyli na mnie ze zdziwieniem, bo przecież są tanie i dobre aparaty kompaktowe. Obok szkic, który pokazuje San Giorgio Maggiore. Sztuki pojętej tradycyjnie praktycznie nie było. Przede wszystkim sztuki prezentujące wartości formalne i warsztatowe (także umiejętności), czyli to co, od czasów antycznych wyróżniało sztukę od innych dziedzin ludzkiej aktywności. Trochę spełniło się proroctwo Jerzego Ludwińskiego, że pole sztuki będzie się rozrastać, ale równocześnie będzie zanikać centrum tego pola składające się z malarstwa, rzeźby i grafiki warsztatowej.
Brak prac warsztatowych przy zaangażowaniu dużych środków finansowych pokazuje preferencje technologiczne i ambicje państw i instytucji, bo indywidualny artysta nie ma w Wenecji szansy zaistnieć, nawet w takiej formie, jak namiot Courbeta przy paryskim salonie pod koniec okresu poprzedniego akademizmu. Jest to miejsce na popis kuratorów, a nie artystów. Kuratorów już innych niż ś. p. Janusz Bogucki, który wskazywał drogę artystom i załatwiał podwody, którymi się sami poruszali, żeby wspólnie dotrzeć do celu. Jeśli kierunek im nie odpowiadał, mogli z podróży rezygnować. Dzisiaj kurator wysyła autobus, zza którego szyb widzimy to, co chce pokazać. Jest bardziej autorem pokazanych dzieł niż podpisani pod tymi dziełami artyści. Ten brak jakości warsztatowej prezentowanych dzieł i dominująca osobowość kuratorów, którzy nie reprezentują wyuczonej dyscypliny artystycznej pokazały nowe oblicze współczesnej sztuki. Prawda, że wtórnej i niskiej wartości artystycznej, ale jednolitej, bo globalizacja zatarła pojęcia centrum - prowincja. Medialność zatarła także podział na rzemieślniczo pojęte dyscypliny sztuki. Instalacje, performance czy eventy video może równie dobrze robić architekt, rzeźbiarz jak dyletant. Na poprzednim biennale pokazano jako pewien wzór modernizmu dobre jakościowo malarstwo abstrakcyjne. Na obecnym starano się pokazać jako wzór fluxus ale Yoko Ono jako celebrities tego ruchu była niezauważalna i w głównym pokazie nie był czytelny jakikolwiek sens. W tym roku więcej czasu poświęciłem na weneckie wystawy leżące poza Arsenale i Biennale, czyli na mieście. Nowe państwa nie są tak zaskorupiałe w układach artystycznych i mają ambicje ukazania poprzez sztukę swoich mocnych stron, stąd są ciekawsze, a wędrówka do nich przez weneckie, pozbawione samochodów ulice i place, uzupełnia niedosyt wrażeń artystycznych.

Przez kuratorstwo, które zdominowało myślenie o sztuce utracono kontakt z artystą i widz czuje się manipulowany. Idealny odbiorca biennale powinien przypominać Benny Hilla przebranego za gospodynię domową, która narzeka, że jej ulubione reklamy w telewizji są przerywane przez jakieś filmy i wiadomości. Jedziemy za własne pieniądze do Wenecji i tam zamiast kontaktu ze sztuką serwuje się nam reklamę państw i innych niezidentyfikowanych grup interesu (nacisków) reprezentowana przez kuratorów. Ci kuratorzy używają artystów (zlecają im?) do estetycznej oprawy prezentowanego towaru (treści). Myślę, że zbliża się kryzys biennale, podobny do kryzysu w 1968 roku. Wtedy do Wenecji nie jeździliśmy, a jak nas już wypuszczono to jechaliśmy na stałe albo okresowe saksy. Żeby nie było, że jestem zgorzkniały i narzekam, zaprezentuję oficjalny materiał prasowy biennale (to ten z angielskimi napisami) uzupełniając go swoimi fotografiami i komentarzem. Tak, jak jest to w materiałach podzielę go na 4 części. W pierwszej portrety głównych kuratorów i ich wypowiedzi tłumaczone sprawnym translatorem. Druga część, to pokazy artystów na wystawie w Arsenale. Trzecia część to wyścigi narodów, czyli pawilony narodowe, także te na mieście. Niektóre narody, takie jak Chiny czy Rosja są wszędzie obecne, inne, jak Indie, zupełnie nieobecne. Czwarta część to eventy - pokazy uzupełniające pod szyldem różnych galerii i różnych interesów. Części powinny się po kliknięciu myszką otwierać. Na otwarcie części są obrazki z realizacji ogrodowych, bo ich też nie brakowało, a ze względu na nazwe naszego pisma trzeba je dać na przód.

Pierwsza część - kuratorzy biennale (bez dalszego ciągu)Photo: Giorgio Zucchiatti Courtesy: Fondazione La Biennale di Venezia

Paolo Baratta Presidente della Fondazione La Biennale di Venezia President of La Biennale di Venezia Daniel Birnbaum Direttore della 53. Esposizione d’Arte della Biennale di Venezia Director 53rd International Art Exhibition – La Biennale di Venezia

Druga część - pokazy artystów na wystawie w Arsenale

zobacz więcej (more)

Trzecia część - wyścigi narodów, pawilony narodowe

zobacz więcej (more)

Czwarta część - eventy, pokazy uzupełniające

zobacz więcej (more)

 

Offu nie było, ulicznych przebierańców, performerów, muzyków, artystów za euro czy dwa też nie. Nie było też szablonów, graffiti i vlepek. Ale można było na mieście spotkać plakaty. Zainteresowały nas plakaty nie kierujące do żadnej galerii. Tak, jakby Street Art, czyli sztuka ulicy, jak internetowy robak zainfekowała oficjalne pokazy. Chociaż nosiła pieczątkę policyjnej poprawności wpuszczała trochę oddechu do oficjalnych pokazów ignorujących to, czym żyją artyści.  Dlatego niżej, bez żadnego odniesienia, pokazuję te plakaty. To znaczy jest na plakacie odniesienie do strony www.e2n.be I jeszcze widoczek z Wenecji, bo zostało trochę miejsca, żeby pokazać jak wygląda w ciasnym miejscu.